sobota, 17 sierpnia 2019

W stronę gór, których nigdy nie dosięgnę

Życie jest, jak wędrówka po potłuczonym szkle.
Ludzie pytają:
dlaczego nie odbijam już słonecznego światła?

A ile razy można upadać jak meteor w twardą skałę
i podnosić się na strzaskanych kolanach?
Ile razy mam przypominać,
że każde słowo należy szanować?

Śpijcie rycerze i księżniczki,
wpatrzeni w błękitne ekrany i własne dupy.
Słuchajcie receptur magika-terapeuty,
malującego domy, w których nigdy nie zamieszkacie.

Płyńcie za głosem świętej księgi,
jednak ja pozostanę przy wybranym kierunku.
Patrząc pod wiatr, będę brodził
na przekór rwącej rzece. Do źródeł,
od których wszyscy się oddalają.

Czy pamięta ktoś jeszcze Indianina,
wskazującego odkrywcom Ameryki właściwy kierunek?
Zabili go, okradli i zgwałcili córki.

Historię Atlantydy zepchnięto pomiędzy mity i bajki.

Komu mam więc pisać wiersze,
nie będące tanimi, łatwo wpadającymi w ucho
masowymi rymowankami?

Nie mam już siły przenosić gór i kontynentów,
stąpać po wzburzonej wodzie oceanów,
ani nawet patrzeć na spłycony do potęgi entej
schemat narzuconego postępowania.

Nawet nie chce mi się zamykać rozmyślań
złotą klamrą, kończyć przyzwoitą pointą
i trzymać się zasad, których kiedyś wymagałem.

Papier już nie przyjmuje moich tekstów,
krytycy ich nie rozdrapują - kruki zamilkły.

17 sierpień 2019

W stronę gór, których nigdy nie dosięgnę




sobota, 15 września 2018

Aleja brukowana

Słyszysz? To nie deszcz uderza w parapet.
To czas przelicza każdą chwilę szczęścia.

Iskry przeskakują pomiędzy strunami,
instrument gra - nienaturalnie,
bo przecież nigdy nie było takiej nuty.

Każda z wspólnych chwil przelewa się
z dachu do rynny, z rynny w grunt
do korzeni drzew, by mogły przetrwać
chłodniejszą porę roku.

W smogu westchnień ospałego miasta
kolory dostrzec można tylko
na twarzach zakłamanych bilbordów.

A my? Skromnie, przy filiżance herbaty
gramy w słowa przeplatane
kombinacją dotknięć i oddechów.

Nie mów nic, puenta napisze się sama.

15 wrzesień 2018

sobota, 18 sierpnia 2018

Aide-mémoire

Niełatwo zasnąć w nienaturalnej pozycji,
gdy płuca ogranicza stalowa konstrukcja.

Tak. Wiem, że pasy zabezpieczają mnie
przed niewłaściwym krokiem,
w niewłaściwą stronę życia.
Ból mógłby się okazać nieproporcjonalny
to czerpanej zeń przyjemności.

W pewnym wieku kończą się swobodne loty
poza granice horyzontu. Tam gdzie
nieodkryte smaki, zapachy i potwory.
Gdzie krew tętni, a oczu nocą się nie domyka.

Stalówka przytępiona, atrament rozlany.

A ty patrzysz we mnie
jak w mroczną, głęboką studnię
i szukasz odpowiedzi na zadawane pytania.

Bajka kończy się morałem, wiersz pointą,
a rozumienie poety?
           Z końcem, dopiero się rozpoczyna.

18 sierpień 2018

sobota, 4 sierpnia 2018

Stara prawda

Las to nie tylko jagody, grzyby
i kojący śpiew ptaków,
ale również kleszcze i jadowite węże.

Cierpkość wytrawnego wina
wyznacza granice jego powabu,
a wysokie napięcie, częstotliwość
niekontrolowanych wyładowań.

Tak to już jest, gdy ogień
wylewający się językami z góry
tańczy na brzegu z wysokimi
falami nieokiełznanego oceanu,

gdy różnica potencjałów przyciąga
i zmysłowo skrzy.

Na monotonię w życiu będzie czas,
kiedy już przesiąkniemy sobą
i staniemy się tacy sami.

04 sierpień 2018

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Symetria milczenia

Naukowcy już dawno udowodnili,
że to nie słońce jest środkiem,
ale punkt pomiędzy.

Wciąż wierzysz w mity z opowieści
matki, ojca i tych, których nazywałaś
bliskimi. To heroina wkłuwana
w niewykształcone poczucie wartości.

Ciemna strona księżyca nie istnieje
bez tej promiennie oświetlonej.

Wrzucona w obłęd bezkresnego oceanu,
nie masz nawet pojęcia, że bosą stopą
możesz stąpać po suchym lądzie.

Targana ciągłym poczuciem zagrożenia,
przestałaś dostrzegać powab realnego stanu.

A jednak synoptycy nie przewidzieli
nagłego zwrotu frontu, burzy
i tektonicznych zmian na mapie świata.

16-18 czerwiec 2018

niedziela, 20 maja 2018

Brzask

Nie. Nie musimy się zamykać
w metaforach pomiędzy wierszami.

Niech sczytują każdą kroplę
z naszych nagich ciał
- cierpki aromat czarnej porzeczki
i ziół z podleśnych polan.

Nie zadrwi nikt, kto nie pozazdrości.

Niech topią się w ciekłym szkle,
zamykają w bursztyn i sól
błędów i obłędu.
Owady minionej epoki
na zawsze pozostaną odbite
w skale ziemi po której stąpamy.

Słońce łamie kanon sezonu,
zimna aura ucieka w kąt
- niech się wstydzi,
bo my nie musimy
już ukrywać pocałunków
w polu pomiędzy kamerami.

Noce wydają się bardziej dojrzałe,
jak dzikie wiśnie zerwane z gałęzi.
Dni naturalne - bez słodzików.

Duchy i elfy szekspirowskiej bajki
i my - na jogurtowej łące.

20 maj 2018