Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kawa z cynamonem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kawa z cynamonem. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 października 2021

Cynamon

Co dnia pokonuję sześć kilometrów myśli
tak w jedną, jak i drugą stronę.
Pragnienia, marzenia i zawody.

Aleja pozbawiona sensu. Aleja gwiazd.

Nie ma wódki, która mogłaby to naprawić,
nie ma wina, bo to pije się we dwoje.

Zabrakło piersi wyrastającej z ciała,,
ust i włosów, gdzie mógłbym się utopić.

Czekam jak ten pies ze schroniska,
aż ktoś mnie stąd zabierze.
Z oczu patrzy tylko mała łza.

Szaleństwa - zrywania majtek z ciała,
pocałunków gdzie popadnie
i tego zwariowanego oddechu.

Snu spokojnego zabrakło.

A za oknem kolejny dzień prosi o życie
i jak mam mu odpowiedzieć?

Wiersz piszę tylko. Ten wiersz,
ten który czytasz teraz głupia cipko.

Szelest za oknem, który właśnie słyszysz,
to ostatnia szansa, którą zmarnowałaś
- ucieka, a co miała zrobić innego?

01 październik 2021

środa, 22 września 2021

Meteopatia

Prognozy pogody są sprzeczne
z obrazem namalowanym
na martwej szybie okna.

Słony deszcz wgryza się
w korzenie jeszcze zielonej trawy.

Granice zostają nietknięte,
ocean - spokojny, morze - martwe.
Tak jak tego oczekiwałaś
od samego początku gry
na niepojętym instrumencie.

Stare rewolwery strzelają głośniej
- czarny proch, jak sól i pieprz,
boleśnie doprawia głębokie rany.

Prawda ma siwe włosy
i plastikowe zęby,
i nie ma nic wspólnego z gówniarą
- blaskiem tańczącym pod promieniami,
którym udało się przebić
przez mgłę i ciężkie jesienne chmury.

Zrozumieć nie mogę,
skąd miłość do jesiennych wierszy
- wilgoć, ziąb i pierdolony dreszcz.


22 wrzesień 2021

sobota, 18 września 2021

Gorzka prawda

Nie słychać już śpiewu ptaków,
które zwiastowały poranek
i nadzieję na szczery pocałunek.

Jedna filiżanka mocnej kawy
na małym stoliku,
tuż przy łóżku.
W tle - film na ekranie,
którego nie rozumiem,
bo mam bałagan w głowie.

Deszcz wygrywa na parapecie
sobie znane melodie.
Nie próbuję sobie przypomnieć,
ale już je kiedyś słyszałem.

Kawa zbyt szybko stygnie,
by unieść aromat,
osiąść kroplą na szkle
i wtopić się na stałe
w przestrzeń czterech ścian.

To zaledwie kilka minut
na tarczy wiecznego zegara,
gdy serce naturalnie biło.

Zapach rozwiał wiatr.


16-18 wrzesień 2021

poniedziałek, 13 września 2021

Nie mogę inaczej

Topole przygotowują się do snu,
liśćmi przykryły korzenie.
Ogień w ognisku zgasł, został żar.

Jest taka kładka nad drogą,
którą mijam co dnia
i przystanek autobusowy - pusty.

Późny wieczór w wielkim mieście.

Jestem ja i ty - gdzieś daleko,
ocean pomiędzy nami.

Z kamieni na Wietrzni i Kadzielni
można sczytać czas i chwile.
Długo by opowiadać…

Tam był dzień, tam była noc.

Teraz jesteś na ostrzu noża
i jest wiersz, który właśnie piszę.

Wiesz, że to nie ma końca?

Drzewa się przewrócą, kamienie
zmieszają uciekający moment.

Bóg się odwrócił, sen wzbudził.

Kawa zawsze smakuje inaczej,
po nocy zostaje kac i…
Puste miejsce obok - jak zawsze.

Meteor spadnie z nieba dla ciebie
- mój nie doleciał..

A słońce? Z tęczą w kroplach potu
wzejdzie na horyzoncie,
by namalować nowy dzień.


11-13 wrzesień 2021

poniedziałek, 6 września 2021

Grzech zaniechania

Boisz się? Strach jest jak wytrawne wino
- mąci w głowie i najlepiej smakuje
w kombinacji z odważnymi decyzjami.
*

Jesteś jak kropla rosy, która czasem
osiada na krawędzi dłoni,
by później ulecieć z powiewem wiatru.

Nie mam pogodynki,
przewidującej kobiece nastroje,
nie znam też algorytmów,
z których mógłbym cokolwiek wyliczyć.

Prawdzie nie zaprzeczyło żadne z nas.

Naucz mnie kroków tańca,
wciągnij w wir, głęboko pod poziom
nieodkrytego dotąd oceanu.

Wprowadź do snów, które mogą być nasze
i zaproś poniżej bioder, gdzie ustami
podpiszę akt wzajemnej przynależności.

Boisz się? Więc dlaczego krew niesie ogień
w palce, wargi, piersi i granice rozsądku?

Wstań, rozbij milczenie o kamień
nie przyjmujący już śladów stóp
i nago przed zwierciadłem zapytaj,
jak długo jeszcze możesz uciekać
od promieni najbliższej z gwiazd.

__________________________
* "Wojna jest tylko alegorią tworzenia" 02 maj 2015

06 wrzesień 2021

sobota, 4 września 2021

Godziny coraz dłuższe

                                                 (z dedykacją dla E. Ch.)

mogę spodziewać się wszystkiego
tylko nieobecność mierzy wzrokiem

Emilia Chmielecka - "nie zostawiłeś śladu na skórze" - 2021


Nawarzyliśmy kociołek zmyślnego gulaszu,
ty wrzuciłaś wędlinę, paprykę i inne kolory
ja doprawiłem imbirem, gałką, a nawet piwem.

Jeszcze tylko sól, pieprz i… - dobra
- inni nie muszą znać naszych tajemnic.

Widzisz tę szafkę po prawej? Jest Twoja,
tak samo jak te skoroszyty pod biurkiem,
w których znajdziesz skrywane sekrety.

Nie bój się drzew, które tak nisko się kłaniają,
ani szelestu ich liści, gdzie…
- tego też pisać nie muszę, bo po co?

Zrozumieć? A czy pozwoliłaś zrozumieć siebie?

Czy nie lepiej, byśmy uparcie odkrywali się
do usranej śmierci? I w tej ostatniej chwili
powiedzieli sobie prawdę pełną miłości?

Zobacz jak piękne są te linie na dłoniach
- ile w nich nas, chwilami razem, chwilami
na dwóch przeciwnych horyzontach.

Licho nie śpi, ale nas wykłuwał
najlepszy kamieniarz, jakiego Bóg zatrudnił
- taka skała czasem drży, ale nigdy nie pęka.

Wiem. Też się obawiam wszystkiego.

Hieny i sępy czekają na potknięcia,
ale przecież nawet w ciszy słyszymy głosy.

Nie musisz odpowiadać, sczytam to
spomiędzy dojrzałych jędrnych piersi,
niżej i wśród (póki co) odległych gwiazd.


04 wrresień 2021

Stacja nr 47

Martwy Indianin siedzi na krawężniku,
patrzy w oczy i się śmieje,
a ja wciąż trzymam ten pierdolony świat,
mimo iż łokcie bolą i pękają kolana.

W przeciwieństwie do Jima,
nie przejąłem jego duszy
- jest raczej przypisanym aniołem stróżem.

Podobnie jak kawa - nie pozwala zasnąć.
Mógłbym się przecież nie obudzić,
a dzieci nie są jeszcze na to gotowe.

W źródle światła leży kobieta, ukrzyżowana
na MOIM marmurze, z dłońmi przybitymi słowem.
*

Mimo tylu lat, wciąż w tym samym miejscu.
Bursztyn, szkło i zwierciadła,
w które nie mam już odwagi patrzeć
- obraz ten sam, okraszony tylko siwym włosem.

WIĘDNIE NAWET WODA.*

Jesienią ptaki odlatują do ciepłych krajów,
a piękną poezję przysypuje się garścią ziemi.
Z każdym rokiem tablic w bibliotece przybywa.

Już nie rozumiem czerwonoskóry bracie,
za co mógłbym ci jeszcze dziękować.
Orano mną mać czarnego złota
i orze się świętokrzyskie kamienie.

Znikają przestrzenie, w których mogłem tańczyć,
powietrze robi się lepkie...
*
__________________________
* "Indianin zna los poety" 20 styczeń 2008


03-04 wrzesień 2021

piątek, 27 sierpnia 2021

W świetle

Tej jesieni palce się przeplotą,
a usta staną się jednym.
Pociąg nie zboczy z kursu,
bowiem tory prowadzą
do jasno określonej stacji.

Jak meteor rozpędzony
siłą gościnnej zielonej planety
prędzej czy później
rozpalona gęstością atmosfery
wbijesz się pomiędzy ramiona,
dając początek nowej epoce
w historii tego świata.

Zsynchronizowane zegarki
pchają mosiężne wskazówki
ku tej samej godzinie,
by w wilgotnych oczach
mogły się odbić oczy.

Jesteśmy już tak daleko,
że nic się nie wydaje.

Kolejne wersy będziemy pisać
w świetle tej samej lampy
- słowa, a nawet całe zdania
na drżącej jedwabistej skórze.

Dinozaury wymarły,
by człowiek mógł wyjść z jaskini
i z ich kości wybudować dom.


27 sierpień 2021

poniedziałek, 23 sierpnia 2021

Ocean to nie bajka

Księżniczka, rycerz i biały koń,
a potem żyli długo i szczęśliwie.

Tyle, że człowiek musi światło
rozdzierać na warstwy pierwsze,
by jak Kolumb, przez sztorm
przebić się ku nieznanemu.

Choć gołąb pocztowy cierpliwie
nosi pocałunki i gałązki oliwne,
nie widzę wyczekiwanej ziemi
- dwóch czarnych stawów
w szarozielonych kręgach.

Nie poznałem smaku owoców,
zapachu łąki falującej z wiatrem
i tektonicznego tańca - drżenia,
gdy wulkan wybudzi się ze snu.
Tylko sól i deszcz, jak łzy,
których w oczach już zabrakło.

Czterdzieści siedem lat oceanu
- syreny, smoki i morskie węże
i czego miałbym się jeszcze bać?
Lądu? Odkrywania jego gór
i wilgotnych egzotycznych dolin?


23 sierpień 2021

sobota, 7 sierpnia 2021

Krew i kość

Teatr, scena i te głupie twarze,
takie naturalne i przyzwoite.
Kreska niemalże idealna,
tyle że do niej nie pasujemy.

Czy ktoś powiedział, że sufit
należy malować biała farbą,
a w oknach muszą być firany?

Wkurwiają mnie paznokietki
wyrzeźbione z akrylu,
permanentne makijaże
i te szczoty, co to niby rzęsy.

Wolę las oddychający życiem.

W trawie pod okiem słońca
możemy bawić się w pocałunki.

Po cholerę się upodabniać
do tego dziwnego stada bydła,
ślepo patrzącego w telewizory.

Paniusie potrzebujące internetu,
by ugotować rosół wołowy.
Poproś taką o rolady, kluski
i modrą kapustę ze skwarkami.

W dupie mam salony.

Adres znam, list napiszę piórem
i w kopercie, jak dawniej,
poproszę cię o kombinację słów.

Kawa musi być gorzka,
wino zimne i wytrawne,
a kobieta po prostu kobieca.
Dwie ręce, dwie nogi i serce
bijące nieco pod piersiami.

Wiem, że nie boisz się ognia,
gdy wokół nie ma wody.


07 sierpień 2021

środa, 4 sierpnia 2021

Kawa z cynamonem

Nad ranem, gdy ptaki śpiewają,
a księżyc zszedł ze sceny,
przy filiżance gorzkiej kawy
piszę wiersz - prosty,
z subtelną nutą cynamonu.

W oczach o kolorze wiosny
szukam swojego odbicia.

I tylko pocałunek, delikatny
niczym dotyk skrzydła motyla,
jak opadający płatek dzikiej róży.


[04] 12 sierpień 2021

wtorek, 27 lipca 2021

Tektoniczne pierdolnięcie

                                            (z dedykacją dla E. Ch.)

Nie strasz wulkanami,
bo te co najwyżej
mogą mnie wynieść z dna
nad powierzchnię oceanu.

Póki co, zapraszam cię
do zaginionego miasta.

Ostra jak brzytwa i twarda
jak szlifowany rubin
wpasujesz się idealnie
w mój niegościnny świat.

Ojciec ulepił mnie z gliny,
matka wypiekała w ogniu.
Nie boję się rys.
Mam ich zbyt wiele, bym
mógł się nimi przejmować.

Możesz być poetycką prozą,
ja pozostanę wierszem
z tytułem, treścią i puentą,
podzielony na wersy i strofy.

Wiem, że potrafisz czytać.

Wieczorem się zbuntujesz,
by nad ranem wtulić się
pomiędzy bezpieczne
kraty męskich ramion.

Nie ukryjesz pragnień,
bo emanujesz jak gwiazda
nocą nazywaną dniem.

Nic już tego nie powstrzyma.

Stół zastawiony, aperitif,
potem dwudaniowy obiad
i deser bez zbędnych kremów
i kandyzowanych owoców.

Burbon, lub wino z Bordeaux
- to nie tylko mój obraz,
na naszym wspólnym płótnie.

Maluj, nie bój się prostej,
ale i tej zakręconej kreski.

Tektoniczne pierdolnięcie
burzy proste schematy,
ale pozwala wyjść
z zapleśniałej nory,
w której się ukrywamy.

Flanelowy stół jest miły,
ale czasem będzie to
twarda niegarbowana skóra.

Wtedy zrozumiemy sens.

Teraz płyń - jestem obok,
zapamiętaj każdą z minut
jaka wyświetli się na niebie.

Kiedyś będziemy wspominać
wspólnie spędzone chwile.
Mam nadzieję, że nieźle.
Może i osobno, ale z łzą
głęboką, niemal artezyjską.

Czas jest sędzią najwyższym.

Stop. Yellowstone wstał ze snu
- przemyj oczy morską wodą.


27 lipiec 2021

sobota, 24 lipca 2021

Na flanelowym stole

Wszyscy się zmieniamy,
tasując systemy wartości,
niczym karty grubej talii.

Pragnienia można trzymać
na smyczy i w kagańcu,
ale czy nie prościej
dosypać cynamonu do kawy?

Chciałbym kąpać się z tobą,
w gęstym węgierskim winie,
całować wytrawne usta,
każdą z blizn na nagim ciele
i oczy… W całej głębokości.

Nie zatrzymam cię w dłoniach,
skrzydeł nie skaleczę,
bo lubię taką właśnie podglądać.

Nie będę też milczeć, by czas
pozamiatał czarny pieprz
rozsypany na flanelowym stole.
To nie spływ z prądem rzeki,
na to jeszcze przyjdzie pora.

23-24 lipiec 2021

Kawa z cynamonem