czwartek, 8 lutego 2018

Ogień i zimny wiatr

Jakie to naiwne wierzyć, że z wiosną
śnieg stopnieje i zakwitną kwiaty.
Demony wciąż pozostają pod obrazami
na każdej ze ścian.
Pewna hinduska kiedyś radziła
mi,
by pochylać ramy, to utrudnia im byt.

Czy ktoś, kto postanowił przebrnąć
tę drogę wagonem towarowym,
może się przesiąść do klasy premium?
Pić kawę z porcelanowej filiżanki
i patrzeć w błękit oczu?

Węgiel, gruz i kamienie
obijają i tak już umęczone kości,
z otartych dłoni i stóp nie łzawi krew.

A jednak siadasz na moim parapecie
- sikoreczko.
I ulatujesz,
gdy tylko zderzy się nasz wzrok.

08 luty 2018

piątek, 2 lutego 2018

Po prostu bądź

Nie zrozumiesz miłości zawiedzionego życiem poety,
utopisz się w kieliszku, w którym on buduje
wolne od dogmatów cywilizacje.

Nie próbuj rozumieć wierszy, jeśli sama ich nie piszesz.
Nie próbuj za nim się uśmiechać, bo nie wiesz
ile bólu jest w każdym z tych uśmiechów.

Po prostu bądź. Jak płatek śniegu, który spada na twarz.
Jak
deszcz, burza i następujące po nich słońce.

Tymczasem wypełniasz tylko architekturę z jego snów
niczym polny kwiat,
który sam się zasiał w kontrolowanym ogrodzie.

02 luty 2018

piątek, 26 stycznia 2018

Obrazowo

Wiersze z klauzulą tylko dla dorosłych
są równie skomplikowane, jak głębokość milczenia
w które uciekasz, gdy ogień pomiesza się z wodą.

Chowam się więc za alegorią i metaforami,
bowiem dojrzały poeta unika miłości.

Wiem. Czasem nieśmiało podglądasz,
jak przekładam kartony z pamiętnikami
na niższe półki - te nie uginają się tak bardzo.
Myśli i pragnienia skraplam w słoiki
i umieszczam na wysokości ręki.

Znasz każdą etykietę. Zamieniasz je,
wprowadzając kontrolowany chaos,
bez prawa do negocjacji zwrotu kosztów.

W rogu piwnicy, na końcu, za bramką
stoją kolorowe butelki, a w nich czas na refleksje.
Bywa, że tam się ukrywam.
Ty wówczas pilnujesz lamp, by nie wygasły.

Mijając, wymieniamy się życzliwym uśmiechem,
by potem wrócić, każde w swoją alejkę
opuszczonej przez czytelników biblioteki.

26 styczeń 2018

poniedziałek, 8 stycznia 2018

Korporacyjne noce

Uginające się, białe regały i krótkie terminy ważności
przypominają bezwzględność teorii istnienia.

Słowa niełatwo się wypowiada,
mimo iż można je sczytywać z łez zmęczonych oczu
(dojrzewając w milczeniu,
prowadzą po labiryncie niedopowiedzeń).

Świeże pieczywo pachnie jak młode ciało,
którego nie możesz kupić,
nieopodal mleko, dalej piwo i miód.

Zmysły tłumi świadomość upływającego czasu.

08 styczeń 2018

niedziela, 10 grudnia 2017

Spod znaku wielkiego P

Namalowałeś dla mnie złoty sen
- dwadzieścia osiem kratek na minutę.
Spisałeś biblię, w której nie ma metafory
i jadłospis o ściśle określonym składzie.
Przewidziałeś każdą ze złych myśli
- jesteś gniewny
proporcjonalnie do braku wydajności.

Raj bez okien, w neonowym blasku.
Lalki o plastikowym uśmiechu
ubrane w kolorowe pasiaki,
nucące niczym pozytywki
dzień dobry i zapraszamy ponownie.

Każdego dnia zbierasz plony,
trzydziestego wypiekasz pachnący
twoją łaskawością chleb.
Mistrzu - magiku zawiłej numerologii.

10 grudzień 2017

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Stacja nr 43

Jeziora się zasklepiają, lądy idą na dno
- nie jesteśmy już tymi dzieciakami z piaskownicy,
budującymi zamki.

Ile nut trzeba kompozytorowi,
by wyrazić dom, w którym chciałby mieszkać?
Ile kresek musi pociągnąć malarz,
by zostać architektem?
A poeta? Ile słów i jak bardzo zawiłych?

Nie zrozumiesz mnie.

Kolejne dekady, jak warstwy osadowej skały
usztywniają zmęczone stawy.
Popękane kręgi, przypominają raczej
pomniki wymarłej cywilizacji,
niż szkielet dojrzałego mężczyzny.

Ukrywam się pod ciężkim płaszczem
z niegarbowanej skóry. A ty?

04 grudzień 2017

poniedziałek, 27 listopada 2017

2017

nie wybieraj innej drogi
mrozy miną jak zły sen
[...]
chłód pomogę ci owinąć
ciepłym szalem moich dłoni
Krysia M. - "[2]" – wrz. 2004

Ocean nosił nas na wyższych grzbietach fal,
niż mogło nam się wydawać.
Pamiętasz curry?
Nawet kawa nie smakuje już tak samo
- brunatny napój bez powabu.

Myśli które wystukujemy dziś na klawiaturze
nie mają w sobie tej cierpkości,
głębi,
          melodia nie gra w tle.

Modlimy się. Każdy z nas na swój sposób,
jednak z inną zmysłowością.
Dalecy od tych przyjacielskich spacerów
tkwimy w codzienności, szukając nowych pasji.

A Bóg wciąż ten sam cierpliwie patrzy,
jak odnajdujemy się w obrazach, które namalował.
Słyszysz szmer grafitu na białej kartce?
Wciąż zaczyna od szkicu, nim użyje kolorowego pędzla.

27 listopad 2017