niedziela, 20 maja 2018

Brzask

Nie. Nie musimy się zamykać
w metaforach pomiędzy wierszami.

Niech sczytują każdą kroplę
z naszych nagich ciał
- cierpki aromat czarnej porzeczki
i ziół z podleśnych polan.

Nie zadrwi nikt, kto nie pozazdrości.

Niech topią się w ciekłym szkle,
zamykają w bursztyn i sól
błędów i obłędu.
Owady minionej epoki
na zawsze pozostaną odbite
w skale ziemi po której stąpamy.

Słońce łamie kanon sezonu,
zimna aura ucieka w kąt
- niech się wstydzi,
bo my nie musimy
już ukrywać pocałunków
w polu pomiędzy kamerami.

Noce wydają się bardziej dojrzałe,
jak dzikie wiśnie zerwane z gałęzi.
Dni naturalne - bez słodzików.

Duchy i elfy szekspirowskiej bajki
i my - na jogurtowej łące.

20 maj 2018

sobota, 28 kwietnia 2018

W wiosennej metamorfozie

Czarnego Kagora grzeczne dzieci nie piją
tuż przed snem. Zegar, inaczej niż zwykle,
zwolnił taniec wokół własnej osi.

To już nie była przerwa pomiędzy.

Wino rozlane, orkiestra gra,
a miejsce upierdliwych szerszeni zajęły
dobrze znane motyle, łaskocząc
kolorowymi skrzydełkami nie tylko stopy.

W kalendarzu - tym na ścianie,
odbił się cień, który kolejne lata
będzie nam przypominał,
jak daleko odbiegliśmy od służbowej
wymiany spojrzeń.

Demony patrzą zazdrosnym okiem,
drapią pazurami parapet i szybę
wspólnego już okna na świat.

W dupie mam cenne dobre rady
i chcę, tak jak wtedy, z tobą
na to miasto patrzeć ze szczytu Telegrafu.

28 kwiecień 2018

sobota, 14 kwietnia 2018

Metafizyka

Nie boisz się wiru, urodzonego
na pozornie spokojnym lustrze wody?
Świata nieodkrytej matematyki
i algorytmów z wieloma niewiadomymi?

Miał być wiosenny deszcz pod parasolem,
dwa kamienie w najgłębszym wykopalisku
geoarcheologicznym, a tutaj ziemia drży.

Słyszysz?

Wymarłe cywilizacje budzą się
z naszej winy, bo w tajemnicy przed sobą
wyszeptaliśmy takie same zaklęcia.

14 kwiecień 2018

środa, 11 kwietnia 2018

Chwila wyrwana z planu

Kielecka Wietrznia nigdy nie wygląda tak samo.

Szukałaś miejsca pomiędzy promieniami,
a śpiewem dzikich ptaków,
ukryta za ciemnymi okularami.
Zauważyłem odrosty włosów
- naturalnie - taką jaką jesteś.

Bazie, szerszenie trzy palce pod żebrami,
ostrzegające, że już nie my decydujemy o wszystkim
i ten ptak z niebieskimi piórami na skrzydłach
- nawet nie wiem jak ma na imię.

A ty - myślisz, że te chwile zapamiętałaś?

11 kwiecień 2018

wtorek, 27 marca 2018

Poza dyrektywą

Myślę, że co gorsze wspomnienia należy odłożyć na górną półkę.
Trzeciej nie zmieniajmy - sernik i szarlotka dobrze tam się prezentują.

Zapałki, sól i pieprz zawsze muszą pozostać poza zasięgiem dzieci.

Ja mimo wszystko pozostanę przy nazywaniu rzeczy, takimi jakie są.
Kody numeryczne nigdy do mnie nie przemawiały.
Co byś powiedziała, by wieczorem przy 28 046, zrobić 138?

Chcę wyjść - gwiazdy są wyraźne, można zliczyć Plejady,
to zapowiada poprawę pogody i ocieplenie wszelkich relacji
na nowym-kolorowym planie.
Tak. Kolorowym, z zapachami.

Tymczasem przy białej herbacie, z sokiem z kwiatów czarnego bzu
poukładam swoje myśli: stare drzewa w tle, bliżej krzewy i dzikie zioła.

Dość! Przemieszam je, niech tańczą jak mitologicznej-pogańskiej orgii.

Książki można czytać, ale też pisać, drwiąc w nich z praw czasu
i stanowisk jakie nam przypisano - komu można dojść,
a kto ma siedzieć na dupie i nabijać te pierdolone sreberka.

Napijmy się wina prosto z butelki, bez manier i etykiety,
splećmy sznurówki naszych butów i dopiszmy do tego wiersza pointę.

27 marzec 2018

wtorek, 20 marca 2018

Na dobrą sprawę

Ja nie piszę ikon na podobieństwo Boga,
białych ścian nie zdobią złote ornamenty
i choć wiersze mogą przypominać
zabawę atramentem sympatycznym,
to pozostają lustrzanym odbiciem
najprawdziwszej rzeczy.

Nie stawiam ścian bez fundamentów,
domu w którym nie ma miejsca dla ciebie,
dlatego każdy
z wersów
może wydawać się tak bardzo znajomy.

20 marzec 2018

piątek, 9 marca 2018

Kotki na wierzbach

Jeśli kochasz kwiat, nie zrywaj go.
[…]
W miłości nie chodzi o posiadanie.
W miłości chodzi o docenienie.
Osho (Bhagwan Shree Rajneesh) - 11.12.31 - 19.01.90

Opadłe jesienią liście złożyłem w poczekalni,
pod ich okryciem dojrzeją nienapisane dni.

Nie kupię tęczy malowanej ciepłym spojrzeniem
przez krople słonych łez, wiosny, stopnienia śniegu,
śpiewu wschodzącego lasu i spełnionych snów.

Nie napiszę tekstu na zamówienie wbrew
kierunkowi chłodnego jeszcze wiatru.

Mogę być miękkim kocem, rękawem,
w który wytrzesz nos, płomieniem
nocą dającym poczucie bezpieczeństwa
i kamieniem. Będziesz się czasem potykać,
cedząc życzliwie przez zęby kurwa, kurwa i chuj.

A potem znajdziemy w sobie ukojenie,
wstydząc się niewłaściwie zużytych emocji.

09 marzec 2018